Czar konwersacji
Czar błyskotliwej konwersacji nie miał tu żadnego znaczenia. Ilekroć próbowała wciągnąć Bona-partego w rozmowę, która znaczyłaby coś więcej niż zwy¬kła wymiana grzeczności i która by mogła objawić wza¬jemne postawy, wycofywał się, odpowiadając oschle, często wręcz niegrzecznie. Jego niechęć, powzięta na zasadzie tego, co o niej wiedział, potwierdzała się teraz w spotka¬niu. Jakkolwiek starał się utrzymać w pewnych granicach przepisanej uprzejmości, atmosfera spotkań przypominała opinię, którą wyjawił nie tak dawno przedtem, komentu¬jąc ustawę z 18 fructidora:1 „A tak, prawdę mówiąc, cze¬mu to pani de Stael nie została wydalona z kraju? No, ro¬zumiem, trzeba się z nią liczyć. Barras i La Réveillère — to jej przyjaciele. Talleyrand jest u jej stóp...\" 2 Owe nieudane rozmowy skończyły w zasadzie okres pre-liminariów. Moment otwartej wojny poprzedzą jednak starania pani de Stael o utrzymanie poprawnych stosun¬ków z Pierwszym Konsulem. Zależało na tym zarówno jej jak Neckerowi, który z dobrą pozycją córki wiązał nadzie¬ję odzyskania swoich dwóch milionów liwrów, zdepono¬wanych w skarbie państwa przed rewolucją, a następnie przejętych przez rząd rewolucyjny.
| |